Historia pewnej frustracji

Frustracja spowodowana wielkim rozczarowaniem i kontynuowana falą narzekania.

Znowu mi nie wyszło, znowu się nie udało, znowu moje starania i dobre intencje spełzły na niczym.

Tak moglibyśmy streścić myślenie dwóch uczniów idących do Emaus.

Mieli być ministrami w rządzie Jezusa. Mieli przyczyniać się do ustanowienia królestwa Izraela. Kiedy Jezus nauczał, w ich sercu budziła się nadzieja. Kiedy widzieli cudowne dzieła, oczami wyobraźni widzieli też Jezusa zasiadającego na tronie, miażdżącego rzymskich żołnierzy. Kiedy wyrzucał przekupniów, przekonywali się, że coś się zmienia, że On rzeczywiście jest Mesjaszem, obiecanym Chrystusem.

Jednak w pewnym momencie przychodzi zgorszenie krzyża.

Ci sami uczniowie, którzy tak głośno wołali „Hosanna!” nie zrozumieli męki i krzyża. Uciekają z Ogrodu Oliwnego, ukrywają się przed rzymskim prześladowaniem, wypierają się Mesjasza, a wraz z umierającym Chrystusem na krzyżu umiera też ich nadzieja. W efekcie, dwóch z nich ze spuszczonymi głowami wychodzi z Jerozolimy – z frustracją, z rozczarowaniem i ze złością, że zostali wykorzystani i oszukani.

Jak wiele z tych uczniów jest dzisiaj w nas? W ilu z nas budzą się takie emocje, kiedy wychodzimy z kościoła, kiedy słuchamy homilii albo nawet kiedy wracamy z modlitwy? Ile razy czujemy rozczarowanie, bo przychodzimy do Jezusa, a „nie zostajemy wysłuchani”, choć prosimy o rzeczy obiektywnie dobre i potrzebne.

„A myśmy się spodziewali” – te słowa powtarzają się raz po raz, kiedy i my ze spuszczoną głową uciekamy z miejsca spotkania z Bogiem, bo On nie spełnił naszych oczekiwań, bo Kościół nas zawiódł, bo księża nie sprostali naszym wymaganiom. „A myśmy się spodziewali […]”.

A On idzie obok nas, cierpliwie wysłuchuje naszych frustracji i nie odzywa się, dopóki nie zapytamy, nie poprosimy o pomoc; dopóki w naszym zacietrzewionym sercu nie pojawi się choćby szpara, przez którą mógłby wpaść promyk Bożej Łaski. On wyjaśnia nam Pisma i łamie dla nas chleb. On, zmartwychwstały Chrystus, który odkupił nas ceną Swojej krwi, z ranami na ciele towarzyszy naszej ucieczce, bo zawsze jest z nami. Nawet jeżeli my – zdenerwowani i pełni gniewu – uciekamy od Niego. Nawet jeżeli wyrzucamy Go z naszego życia.

Kiedy słyszymy, że spotkanie Zmartwychwstałego uzdrawia i otwiera oczy, pytamy – jak? W jaki sposób ja mogę spotkać Tego, który pokonuje śmierć?

Dzisiaj obchodzimy Narodowy Dzień Czytania Biblii. Słowo Boże jest żywe i skuteczne, głęboko nas przenika. Spotkanie ze Zmartwychwstałym dokonuje się w jego lekturze. Kiedy św. Augustyn szukał odpowiedzi na swoje życiowe pytania, usłyszał: „Weź i czytaj!”. To czytanie było dla niego źródłem odpowiedzi i doświadczeniem prawdziwego Boga.

Może warto dzisiaj wziąć do ręki Księgę (tak, tę konkretną!) i po prostu czytać. Jeżeli nie karmimy się Słowem Bożym – naszym powszednim chlebem – czym się karmimy? Telewizyjną papką, plotkami, domysłami, sensacjami? To one zamykają nam oczy, one trzymają je na uwięzi. Bo nie umiemy patrzeć tak, jak patrzy Bóg, a nasze serca tracą wrażliwość na Słowo. Wszystko zaczyna być „przypadkiem” – nie Dziełem.

Słowo Boże, które wykłada uczniom Jezus, sprawia, że ich serca pałają – czyli zaczynają doświadczać obecności Pana. Uczniowie poznają Go w swojej frustracji i rozczarowaniu; w tym, co wcześniej było dla nich zgorszeniem; poznają Go też w łamaniu chleba.

Spróbujmy dojrzeć Chrystusa, który pokonuje ciemności grzechu i śmierci właśnie w tych frustracjach, rozczarowaniach. Spróbujmy – by On mógł tam zwyciężać. Przecież prawdziwie zmartwychwstał!

 

~ ks. Maciej Flader

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułOn żyje!
Następny artykuł100 lat od objawień w Fatimie
KSM TV - młodość, wartości i pasje - naszym głównym celem jest tworzenie nowej, opartej na wartościach chrześcijańskiej kultury, czyli "#ChrześcijańskiLifestyle", a także nagłaśnianie wydarzeń związanych z twórczą młodością, czyli "#RobimyRaban". Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: redakcja@ksmtv.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ