„Dylematy, omdlenia i wielkopostne postanowienia”

Fot. Małgorzata Kaczkowska

Temat postanowień wielkopostnych to kwestia, która przez kilka lat spędzała mi sen z powiek. Może nie dosłownie, ale fakt faktem – była przeze mnie niezrozumiana. Rekolekcje – zarówno te internetowe, jak i tradycyjne były dla mnie formą przygotowania. Szerokim łukiem omijałam temat postanowień – co nie znaczy, oczywiście, że ich nie miałam.

Skłamałabym twierdząc, że takie przygotowania były niepełne albo niewłaściwe. Przed laty nie obchodziłam świąt Wielkiej Nocy tak dobrze i z takim zrozumieniem. Nigdy wcześniej nie byłam tak wdzięczna za odkupienie moich win przez Jezusa Chrystusa. Wciąż jednak pojawiała się pustka, gdy po raz kolejny mówiłam sobie: „w tym roku nie jem w Poście słodyczy”. Co, swoją drogą, niejednokrotnie kończyło się niepowodzeniem. Dopiero w tym roku, kiedy osiągnęłam „wiek dorosłości” lub też „zyskałam pełną zdolność do czynności prawnych”, przestałam bać się tematu postanowień!

Żeby nie było tak kolorowo, Środa Popielcowa okazała się pierwszą próbą tegorocznej postawy. Całodniowy post i głowa posypana popiołem oczywiście były. Poranek „na czczo” powitał mnie jednak dość ostrymi nudnościami, a na wieczornej Mszy mało nie zemdlałam, siedząc pomiędzy dwiema starszymi kobietami, które – lekko mówiąc – odcinały mi dopływ tlenu.

Usłyszałam jednak znane mi słowa z Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian: „W czasie pomyślnym wysłuchałem cię, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą”. Tym razem wydały się dużo bliższe i pozwoliły mi poczuć, że Najlepszy Reżyser kieruje tym, co wydaje się pozbawione nadziei. Tym, co ponad mną i moimi siłami. Tym, co często zaśmieca moją codzienność wątpliwościami i obawami o przyszłość.

Co do postanowień.

Dałam sobie czas na ich zrozumienie i przemyślenie własnego zachowania. Postanowienia są przecież pobudzeniem do refleksji, próbą zmian i pracy nad samym sobą. Właśnie takie będą dla mnie. Niebiańsko radosne, jednocześnie trudne, ale (miejmy nadzieję) owocne.

Niejedzenie słodyczy jest stosunkowo proste. Znacznie trudniej pokochać drugiego człowieka, okazywać mu dobro i ludzką życzliwość. Nie oceniać po pozorach, a bezinteresownie kochać, wspierać słowem i obecnością. Dzielić się radością z perspektywy Nieba. W końcu Jezus zwyciężył śmierć niosącą smutek, prawda?

Cytując jedne z moich urodzinowych życzeń: „miłość jest ważniejsza nawet od zdrowia – kochaj więc wszystkich ludzi, a w szczególności Boga”. Niech więc takie będzie moje tegoroczne postanowienie.

 

~ Małgorzata Kaczkowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ